








|
Wojciech Michera
ANTYDÄNIKEN
Wydawnictwo
G.D.: Warszawa 1992, wyd. I
str.
11
"Däniken zachęca etnologów do dyskusji i ja to
zaproszenie ośmielam się podjąć. Ta książka jest krytycznym
komentarzem do teorii o pozaziemskim źródle naszej kultury. Wątpię,
czy spełnię oczekiwania pokładane w etnologach przez Dänikena,
ale postaram się dyskutować uczciwie."
str. 117
"Warto więc przypomnieć coś, co Däniken uznał chyba za
niewarte wzmianki, albo o czym - przez roztargnienie niewątpliwie
- zapomniał napisać. Bo nie wiedzieć o tym nie mógł!
Stonehenge to przecież wspaniałe obserwatorium nieba! Sęk w
tym, że zjawiska, które można dojrzeć w prześwitach między
precyzyjnie ustawionymi głazami (czyli wschody lub zachody określonych
ciał niebieskich - słońca, księżyca, planet, niektórych
gwiazd - w określonych dniach roku, wyznaczające początek lub
koniec ważnych okresów kalendarzowych) nie mają nic wspólnego
z dosłownie rozumianymi lotami międzyplanetarnymi; są
natomiast istotne dla ziemskiego obserwatora, który nigdzie,
przynajmniej rakietą, się nie wybiera.
(...)Niezwykłość Stonehenge polega na precyzji i ogromnym
bogactwie "programu astronomicznego", liczbie możliwych
obserwacji, niczym w dobrym planetarium. Nie jest jednak czymś
niezwykłym sama idea powiązania sanktuarium z porządkiem
niebiańskim."
Arnold
Mostowicz
MY Z KOSMOSU
Krajowa
Agencja Wydawnicza: Warszawa 1978, wyd. I
str. 273
"Dlatego też nie mogę zamknąć tego rozdziału bez
przytoczenia głosów sprzeciwu i oburzenia, jakie padły
przeciwko niekonwencjonalnym interpretacjom Holye'a i Hawkinsa.
Najwięcej hałasu wywołał w Anglii artykuł Jacquette Hawkes (archeologa).
Głos jej sprowadza się do zasadniczego argumentu: czy można
przypuścić, że podobnie dokładne obliczenia, jakie wynikają
z hipotez i dowodów Hawkinsa i Holye'a mogły być wykonane w
szałasach prymitywnych biedaków z okresu neolitycznego?!"
str. 274
"A Stonehenge jest i pozostanie jeszcze długo olbrzymim
znakiem zapytania. Znakiem zapytania dotyczącym zarówno budowy,
jak i zaklętej w niej tajemnicy związanej z zaprzeszłą wiedzą
i techniką."
str. 275
"Nie ulega wątpliwości, że Stonehenge było i
obserwatorium, i czymś w rodzaju zaklętej w głazach wiedzy. Tę
wiedzę budowniczowie przekazać chcieli tym, którzy kiedyś
potrafią ją odczytać..."
Arnold Mostowicz
SPÓR O SYNÓW NIEBA CZYLI POWTÓRKA
Z
PALEOASTRONAUTYKI
WIS Warszawa
1994 wyd. I
str.
156
"Ze wszystkich budowli megalitycznych na świecie, chyba
tylko Wielka Piramida jest bardziej znana od tego "baletu
gigantów", jakim jest kromlech Stonehenge. (Nota bene, jeśli
podejść pedantycznie do definicji określającej budownictwo
megalityczne - to Wielką Piramidę należałoby z tej grupy
wykluczyć, jako że użyte do wzniesienia piramidy bloki
kamienne zostały uprzednio ociosane... Ale ten pedantyzm na nic
się tu nie zda... Tym bardziej, że nie ulega już dzisiaj wątpliwości,
że wszystkie budowle megalityczne łączy ich związek z
kosmosem...).
Każdy więc jako tako orientujący się w tym przedmiocie
potrafi bez błędu rozpoznać tę budowlę. Ale dopiero od
niedawna wiemy, albo zaczynamy się domyślać, czym był w
rzeczywistości ten kromlech, jakim służył zadaniom..."
str. 163
"Nie wiemy, kto zbudował Stonehenge. Ale przecież kromlech
ten nie jest jakąś budowlą jedyną w swoim rodzaju. W 1971
roku ukazała się praca uczonego angielskiego Thoma ,,Megalityczne
obserwatoria księżycowe". Thom stwierdził, że było mnóstwo
kamiennych obserwatoriów astronomicznych na zachodnim brzegu
Szkocji. Przeznaczone były, zdaniem autora, nie tylko do
obserwowania zaćmień, ale także do badań astronomicznych
znacznie poważniejszych. Twierdzi on, na podstawie żmudnych
obliczeń, że wzniesienie tych obserwatoriów wymagało wiedzy
matematycznej i astronomicznej wprost oszałamiającej, jak na
czasy sprzed trzydziestu pięciu - czterdziestu wieków.
Chciałbym tu podkreślić, że zagadki związane z kromlechem w
Stonehenge to tylko fragment jednej wielkiej zagadki i tajemnicy,
jaką stanowi budownictwo megalityczne. Dotyczy to zarówno
budownictwa megalitycznego w Europie, jak i na całym świecie."
do góry 
Stuart Piggott
DRUIDZI
przekład:
Joanna Tyczyńska, Jerzy Prokopiuk
Wydawnictwo
RTW, Warszawa 2000
Ze wstępu:
"Jeśli turysta zwiedzający starożytne Stonehenge, na równinie
Salisbury, w południowej Anglii, znajdzie się tam w czasie
letniego przesilenia dnia z nocą, stanie się świadkiem niezwykłego
spektaklu. O wschodzie słońca lub w południe 21 czerwca
zobaczy uroczyste zebranie kobiet i mężczyzn ubranych w białe
szaty, pochłoniętych odprawianiem ceremonii i procesji między
głazami.Zapytawszy - usłyszy, że to druidzi.
Po namyśle ów przypadkowy turysta może zadać sobie pytanie:
kim jest ten starożytny lud i czy znajduje się teraz w
odpowiednim dla siebie starożytnym miejscu? Na to pytanie nie ma
prostej odpowiedzi, ale jeśli zechcemy jej udzielić będzie
potrzebna archeologia i historia starożytna, źródła
literackie w językach klasycznych i celtyckich, historia idei
oraz mód artystycznych i literackich obejmująca kilka minionych
stuleci aż po dzień dzisiejszy. Odpowiedź na owo pytanie będzie
pełna niewyobrażalnie idiotycznych spekulacji i fantazji, a
nadto przenikać ją będą tu i ówdzie (według słynnej frazy
Stephena Butlera Leacocka) "blaski poważnego obłędu".
Niniejsza książka próbuje w trzeźwy sposób przedstawić
temat, który nazbyt często bywa umieszczany w wygodnym
zakamarku umysłu pod wizytówką: "uciechy absurdu".
- Mieczysław Porębski
- DZIEJE SZTUKI
W ZARYSIE
TOM I "Od
paleolitu po wieki średnie"
Arkady
Warszawa 1979 wyd II
str. 75
"Na terenach
północno - zachodnich, szczególnie w Bretanii, ludność
megalityczna ustawiała pionowo samotne, surowe iglice i
bloki skalne - menhiry. Liczyły one od kilku do
kilkunastu metrów wysokości, najwyższy, w Locmariaquer
liczy 20,5 m i waży ok. 300 ton.
Także w Bretanii
spotykamy menhiry zgrupowane na dużych przestrzeniach w
równoległych szeregach - zw. ALIGNEMENTS.
Ustawiono też z
menhirów i dolmenowych trylitów wielkie koncentryczne
kręgi - kromlechy. Największe z nich znajdują się na
terenie Wielkiej Brytanii w Avebury i Stonehenge. Pisze o
nich jeden z najwybitniejszych znawców europejskiego
neolitu i brązu V. Gordon Childe:
"(...)
Stonehenge jest mniejsze ( od Avebury ), jeśli chodzi o
powierzchnię, i nie tak imponujące, lecz wybudowanie go
wymagać musiało nie mniejszego wysiłku zbiorowego.
Jeden z tworzących je pierścieni składa się z potężnych
monolitów z oryginalnego gatunku błękitnego kamienia ,
który zdaniem wszystkich geologów pochodził z gór
Prescelly w południowo - zachodniej Walii i musiał być
sprowadzony przez człowieka.
Inny pierścień utworzony
jest wprawdzie z kamieni pochodzenia miejscowego, lecz
starannie obciosanych kamiennymi młotami i osiągających
wysokość do 8,7 m. Podtrzymują one na 6 m nad poziomem
ziemi bloki kamienne wagi do 6,75 t. Musiano je oczywiście
dźwignąć na miejsce za pomocą specjalnie
skonstruowanych nasypów ziemnych, których ślady wykryły
staranne prace wykopaliskowe. Bloki przymocowano do
opisanych poprzednio słupów kamiennych przez wykucie w
kamieniu czopów i wpustów, podobnie jak czyni to w
drzewie nasz współczesny cieśla."
"Funkcje kultowe
znaczenie poszczególnych form budownictwa megalitycznego
mogą być jedynie przedmiotem hipotez, zwłaszcza, że
oprócz skrajnie schematycznych kultowych idoli i czasami
rudymentarnej ornamentyki nie towarzyszy mu żadna sztuka
figuratywna. Zagadkowość wzmaga jeszcze fakt, że przykłady
takiego budownictwa znamy nie tylko z terenów
europejskich. Megality występują również i w Azji
Zachodniej ( Palestyna, Jordania, Kaukaz, na atlantyckich
wybrzeżach Afryki aż po równik, w południowych
Indiach, na dalekim wschodzie w Korei czy na Pacyfiku
(...).
Ryzykowna teza o wspólnych źródłach całego tego
systemu, podtrzymywana przez tzw. dyfuzjonistów, wiążących
go z kultem solarnym Bliskiego Wschodu, byłaby zapewne
trudna do obronienia."
Reuben Stone
POTWORY I
TAJEMNICZE MIEJSCA
seria NIEWYJAŚNIONE
ZJAWISKA
Videograf II:
Katowice, styczeń 2001, wyd. I
str. 99
"Osobliwe właściwości fizyczne terenów, na których
starożytni budowali swe święte miejsca, musiały dostarczać
specyficznych korzyści tym, którzy ich używali. Ale do czego właściwie
ich używano?
Jeden uporczywy mit, który utrzymuje się w umysłach wielu
ludzi, głosi, że prehistoryczne świątynie i kamienne kręgi
pełniły funkcję obserwatoriów astronomicznych. Pomysł ten
pojawił się pod koniec XIX wieku, kiedy archeolodzy pierwsi
uznali, że Stonehenge zbudowano na równinie Salisbury Plain w
Anglii z uwzględnieniem licznych sezonowych zjawisk
astronomicznych. Pomiędzy kamieniami przebiegało bowiem mnóstwo
linii oznaczających wschody i zachody Słońca, fazy Księżycai
ruchy gwiazd."
Włodzimierz
Szafrański
RELIGIE PRAHISTORYCZNE A KULTURA
w KULTURA A RELIGIA
red. Bogdan Kupis
ISKRY:
Warszawa 1977 wyd. I
Str. 70 - 71
"(...) [Stonehenge] zostało skonstruowane [z
kamiennych bloków sprowadzonych] w części z kamieniołomu
odległego o 34 km i częściowo z odległości aż 390
km. Najcięższe jego głazy ważą 50 ton. Są to
majestatyczne trylity składające się z dwóch słupów
zwieńczonych trzecim elementem z płasko spoczywającej
belki kamiennej misternie złączonej z nimi przy pomocy
dwóch wykutych w niej gniazd dla sterczących na
szczycie owych dwóch filarów czopów kamiennych.
Operacja nasadzenia owej ocapowej belki poziomej ważącej
50 ton na wymienione czopy filarów pionowych i montażu
tych niezwykle ciężkich elementów w całość
monumentalnego trylitu odbywała się na wysokości 8 m
odpowiadającej wysokości paropiętrowego domu.
Wprawdzie piramida Cheopsa zawiera aż dwa miliony bloków
kamiennych (...) lecz żaden z nich nie waży więcej niż
15 ton, podczas gdy montaż kromlechu menhirów w
Stonehenge wymagał operowania elementami ważącymi aż
50 ton (...).
str.
72
Założenie architektoniczne tej budowli, obróbka
olbrzymich bloków kamiennych, znakomita organizacja
transportu tych kolosów z odległych kamieniołomów,
sprawny montaż tych gigantycznych elementów dowodzi wyższej,
przejętej z zewnątrz tradycji budownictwa na użytek
lokalnej, silnej władzy dla zamanifestowania jej potęgi."
do góry 
Welfare S. Fairley
J.
ARTURA C. CLARKE'A KSIĘGA TAJEMNIC
OD A DO Z
Amber Warszawa
1996 wyd I
str. 266 Rozdział 69 Zagadka kamieni
"Callanish jest jednym z
blisko tysiąca kręgów kamiennych, rozrzuconych na
Wyspach Brytyjskich. Wiele z nich, jak Stonehenge,
stanowi atrakcję turystyczną; inne stoją opuszczone wśród
pól, zdane na łaskę nienasyconych mechanizmów
agrobiznesu; nieliczne włączono w malowniczy sposób w
nowoczesne osiedla mieszkaniowe... lub stanowią dodatkową
przeszkodę dla graczy na podmiejskich polach golfowych.
Niewiele wiemy o nich na pewno. Archeologowie donoszą o
bardzo skromnych wynikach wykopalisk, a legendy są mało
wiarygodne i niejasne. Co za tym idzie, pole do działania
dla teoretyków w tej materii jest dość ograniczone."
Ryszard Winer
ROZBITKOWIE Z ARKI NOEGO
Wydawnictwo
86 Press Łódź 1995
str. 11
"Przyjmując wpływ Kosmosu na to, co w ciągu
milionów lat działo się na Ziemi, starałem się
odnajdywać ślady następstw tego wpływu. Własne
poszukiwania łączyłem przy tym z teoriami specjalistów
w różnych dziedzinach wiedzy. Punktem wyjścia dla
mojej, tutaj przedstawionej hipotezy, stały się wnioski
płynące z prób rozwiązania dwu frapujących zagadek
odległej przeszłości: problemu przyczyn wyginięcia
gadów oraz zagadnienia możliwości istnienia niegdyś
na Ziemi uniwersalnego systemu pisma. Jedno i drugie nie
może być moim zdaniem, wyjaśnione bez uwzględnienia
oddziaływań spoza Ziemi."
str. 261
"Gdyby bowiem zdarzyło się. że podczas jakiegoś
obrotu planety lądownik nie został schwytany przez żadną
z "sieci" znajdujących się na terenie Azji
czy Afryki, to po minięciu "sieci" Tiahuanaco,
tzw. "ostatnią instancją" byłaby, jak się
za chwilę okaże, nieduża wyspa na oceanie, mająca
"sieci" na całym swoim wybrzeżu, tak żeby
mogła schwytać lądownik z każdego spośród 51
kierunków. W tak skonstruowaną wyspę - sieć lądownik
zawsze zostałby przychwycony. Identycznej zasadzie
konstrukcyjnej hołdował kromlech, a więc krąg
kamienny 30 trylitów w Stonehenge w południowej Anglii,
czyli też na wyspie."
A. K. Wroblewski
red.
Z POWROTEM NA
ZIEMIĘ
Spór o
pochodzenie cywilizacji ludzkich
PIW: Warszawa
1980 wyd. I
Autorzy poddają
krytyce teorie Ericha von Dänikena, m.in. na temat
Stonehenge.
JACEK LECH "Zagadki
megalitów"
"O najsłynniejszym
kamiennym kręgu Stonehenge z Równiny Salisbury w południowej
Anglii kronikarz Galfryd z Monmouth pisał około 1136
roku n.e. w Historii królów
Brytanii, iż jest on tworem gigantów,
którzy sprowadzili głazy z najdalszego krańca Afryki
do Irlandii, skąd zostały przeniesione do Anglii mocą-maga
Merlina. Takim sposobem, za radą Merlina król Brytów
Aureliusz Ambrozjusz pragnął wg kronikarza uczcić pamięć
460 panów zabitych przez oddziały Hengista Sasa. W XVII
i XVIII wieku powstał i ugruntował się pogląd, że
Stonehenge i inne megalityczne kręgi kamienne są świątyniami
druidów (J. Stukeley, 1740). Nowe koncepcje przyniósł
wiek XX. Z jednej strony, w wyniku systematycznych badań
wielu megalitów, w tym także Stonehenge, wiemy już dziś
dużo o tym, jak i kiedy powstały, a nawet potrafimy w
pewnym stopniu odpowiedzieć na pytanie, dlaczego; z
drugiej, liczni łowcy sensacji skłonni byliby wietrzyć
tu udział kosmitów, supercywilizacji
z zaginionych kontynentów, sił nieważkości itp.,
czyli - we współczesnym folklorze społeczeństw
industrialnych - odpowiedników dawnych magów, gigantów
i mocy piekielnych"
"Kilkanaście kilometrów na południe od Stonehenge
znajduje się katedra w Salisbury, jedna z większych na
terenie Anglii. Konsekrowana w 1258 r. świątynia ma długość
wnętrza 137 m, wysokość nawy 2 5. m, wieży 123 m.
Przy tym ważącym wiele tysięcy ton kamiennym kolosie,
monumentalne Stonehenge III wydaje się dziecinną zabawką.
Wspaniała gotycka bryła katedry, stworzona z bloków
wapienia jurajskiego, zachwyca bogatą dekoracją fasady
i lekkością wnętrza, a przecież, jak wszystkie kościoły
z tego okresu, była wznoszona głównie siłą mięśni
ludzkich. Katedra w Salisbury nikogo dziś jednak nie
dziwi, inaczej niż proste i niewielkie przy niej budowle
sprzed kilku tysięcy lat, bowiem funkcja, wiek i twórcy
obiektu są znani.
Z megalitami jest inaczej. Stanowią relikt odległej
przeszłości, obcy współczesnej cywilizacji. Przy
bardzo ograniczonej perspektywie i wiedzy historycznej
społeczeństw, już przez to tylko są niezrozumiałe i
tajemnicze. Zagadek związanych z megalitami jest oczywiście
dużo, ale w większości należą one do gatunku tych,
które ma na myśli Zbigniew Herbert, gdy pisząc o
tajemnicach budowniczych gotyckich katedr dodaje: ,,Wiadomo,
że alchemia ma więcej sekretów niż chemia, a już
dziedziną, która do dziś zostaje najbardziej
ezoteryczną, jest sztuka kulinarna"
Lucjan Znicz
GOŚCIE Z
KOSMOSU? PALEOASTRONAUTYKA
Krajowa
Agencja Wydawnicza, 1983.
Świątynia wiedzy niezwykłej
str. 110 - 113
(...)Jest to - jak sama nazwa wskazuje (crom - krąg, llech - płyta)
- krąg ustawionych pionowo i częściowo wkopanych w ziemię 30
ociosanych kamieni, każdy o wysokości mniej więcej dwóch pięter
i wadze około 25 ton.(...)
Wprost trudno wyrazić uczucia człowieka, gdy się stanie w środku
tej kamiennej budowli wielkoludów. Czy podziwiać siłę
nieznanych budowniczych? Czy precyzję budowy? Czy zastanawiać
się nad ogromem włożonej pracy? Czy wreszcie poszukiwać
najbardziej istotnego problemu Stonehenge, celu całej budowli?
A właśnie co do tego ostatniego problemu, celu budowy, do
ostatnich lat (a prawdę rzekłszy - i do dzisiaj!) najwięcej
jest kontrowersji. Monumentalność budowli i ogrom włożonego w
jej realizację wysiłku już u pierwszych badaczy Stonehenge
wytworzyły głębokie przekonanie, że jest to budowla sakralna.
Daremnie poszukiwano jednak śladów jakichś świętych ognisk,
czy ofiarnego ołtarza. Dopiero w końcu XIX w. słynny odkrywca
nowego pierwiastka na Słońcu. (nie znanego jeszcze na Ziemi!)
helu, J. N. Lockeyer po raz pierwszy wyraził przypuszczenie, że
Stonehenge było nie tyle świątynią kultury megalitycznej, co
raczej jej... obserwatorium astronomicznym. Ta sugestia jednak
nieprędko doczekała się swego uzasadnienia. Zaledwie w
ostatnim dziesięcioleciu astronom G. Hawkins z pomocą komputera
przeliczył wszystkie możliwe położenia różnych ciał
niebieskich nad Stonehenge i stwierdził, iż cała ta
niesamowita budowla służyła ponoć tylko i wyłącznie do
ustalania biegu Słońca i Księżyca po kopule niebios.(...)
I wtedy w człowieku stojącym wewnątrz kamiennego kręgu
Stonehenge budzi się jeszcze jedno, tym razem najbardziej
niepokojące pytanie: skąd oni zdobyli taką wiedzę?
do góry 

Megalityczne kręgi a podróże w czasie
Kazimierz Bzowski
tygodnik Gwiazdy Mówią nr 20/1998
Mieszkańcy terenów otaczających starożytne, megalityczne kręgi często opowiadają o uzdrowieniach lub nawiedzeniach, jakie zdarzają się przebywającym tam ludziom. Opowiadają też o pojawiających się wewnątrz kręgów światłach, zjawach. Wyniki najnowszych badań naukowych przeprowadzonych w tych miejscach przyprawiają o zawrót głowy.
W latach 1983 - 1988 w Wielkiej Brytanii przeprowadzano niezwykłe badania megalitów, dolmenów i kromlechów. Wyjaśnijmy od razu, iż megality są to kręgi ustawione z nie ociosanych lub tylko nieznacznie obrobionych słupów kamiennych. Dolmeny to podobne do stołów dwa duże kamienie nakryte z góry trzecim, płaskim; kromlechy zaś to pojedyńcze iglice kamienne.
Wszystkie te twory są bardzo stare i nauka do tej pory nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, z jakich czasów one pochodzą oraz kto i w jakim celu je postawił.
Budowle te znajdują się we wszystkich miejscach na kuli ziemskiej, gdzie przed wiekami istniały jakieś prastare kultury. W Europie jest ich najwięcej na terenie Anglii i Szkocji oraz na małych wyspach otaczających Szkocję od północy, np. na archipelagu Hebrydy Zewnętrzne. Jest ich również sporo w północnej Francji. W Polsce dość znane są kręgi kamienne we wsi Odry na Pomorzu Kaszubskim.
Wszystkie te nadszarpnięte zębem czasu kręgi liczą sobie tysiące lat i w żadnych źródłach historycznych nie ma wzmianek o ich wznoszeniu.
Tajemnicze promieniowanie
Istniejące w Wielkiej Brytanii stowarzyszenie o nazwie Centrum Badań Tajemnic Ziemi, kierowane przez Nigela Pennicka i Paula Devereux, przez 5 lat badało kilkadziesiąt takich zabytków licznikami Geigera wykrywającymi nawet najdrobniejsze ślady promieniowania radioaktywnego.
W 1988 r. byłem w Anglii właśnie w momencie ukończenia przez Stowarzyszenie prac badawczych i miałem okazję skonfrontować ich wyniki z naszymi.
Podczas badania kręgów Brytyjczycy, podobnie jak i my w Polsce, wpierw oznaczali licznikiem wartość tła, tj. poziom promieniowania poza badanym miejscem, a dopiero później w obrębie megalitu.
Stwierdzili, iż wewnątrz kręgów poziom promieniowania gamma jest z reguły wyższy o 20-30 proc. niż w tle, i wzrasta o dalsze 30 proc. w dniu przesilenia wiosenno-letniego lub jesienno-zimowego.
Mieszkańcy okolic, w których znajdują się megality, od wieków nazywają je "kotłami czarownic", "piekielnymi miejscami". Czasem też kręgi mają opinię miejsc dobrej mocy, w których mogą nastąpić samorzutne uzdrowienie nawet z zastarzałych chorób.
Według obecnie stosowanego nazewnictwa megality można zwać miejscami mocy, ale jak widać, nie zawsze jest to moc pozytywna, częściej bywa zła, negatywna.
Nasze rodzime badania podobnych miejsc oraz wyniki badań tzw. "Sieci Wilka" prowadzonych tam, gdzie pojawia się UFO, wykazują podobne wartości wzrostu promieniowania gamma. Zresztą mieszkańcy osiedli znajdujących się w pobliżu megalitów relacjonują, że często pojawiają się tam nocami dziwne światła, zjawy itp. Dlatego logiczne wydaje się łączenie tych dziwnych zjawisk z jednocześnie zachodzącym wzrostem poziomu promieniowania gamma.
Dodajmy, iż chodzi tu o bardzo słabe promieniowanie radioaktywne. Porównanie brytyjskich badań z naszymi wykazuje, iż w obu przypadkach poziom tła jest mierzony w milionowych częściach jednostki pomiarowej zwanej rentgenem (mikrorentgen = mkR). Tym samym nawet wzrost promieniowania o 50% ciągle jeszcze leży w zakresie bardzo niskich wartości i okazuje się, że to nie promieniowanie powoduje pojawianie się jakichś zjaw czy wzrost pozytywnych lub negatywnych mocy, ale jest akurat odwrotnie - wraz z pojawianiem się zjaw minimalnie rośnie promieniowanie. Ponieważ jest to zjawisko fizyczne i może być mierzone, musi być na to jakieś fizyczne wytłumaczenie.
Szybsze niż światło
Otóż według najnowszych odkryć w grę prawdopodobnie wchodzą tachiony. Są to - dotychczas hipotetyczne - cząstki elementarne mogące poruszać się szybciej niż cząstki światła (fotony). Mogą one przekraczać prędkość światła. Dotychczas kłóciło się to z obowiązującą teorią względności Einsteina, ale na początku stycznia 1998 roku naukowcy z uniwersytetu w Kolonii (Niemcy) w czasie doświadczeń uzyskali prędkość cząstek czterokrotnie przekraczającą prędkość światła!
Zdaniem fizyków każda cząstka przekraczająca prędkość światła może się poruszać wstecz w czasie. Tym samym może przenosić w przeszłość informacje i energię.
Z kolei każde zjawisko świetlne - widzialne i niewidzialne - to energia, która może powstawać właśnie dzięki tachionom.
Tachion, mający częstotliwość drgań wyższą niż promieniowanie gamma, kiedy natrafia na nasze struktury materii (np. powietrze), wytłumia część swych drgań aż do poziomu promieni gamma. Pojawia się wówczas bardzo słabe, dodatkowe promieniowanie gamma, powodujące jego wzrost o 20 do 50% w stosunku do tła. To pozornie skomplikowane rozumowanie jest w gruncie rzeczy bardzo proste i w prosty sposób tłumaczy nieznaczny wzrost promieniowania nie tylko na terenie megalitów, ale również we wszelkich miejscach mocy, a także tam, gdzie dochodzi do wizualnego pojawiania się zjaw, obcych istot itp.
Chociaż może się to wydawać dziwne, ale wyjaśnia również, kto zbudował przed tysiącami lat te megalityczne kręgi.
Jakaś cywilizacja istniejąca już przed tysiącami lat miała bardzo wysoki poziom techniki. Za jej sprawą w różnych punktach globu zbudowano te budowle. Nie jest istotne, do jakich celów miały one wówczas służyć - ważniejsze jest, że do dziś w ich obrębie pojawiają się fale tachionowe niosące ze sobą lub pobierające z naszych czasów zasoby informacji. Pojawienie się tachionów w naszej atmosferze każdorazowo powoduje ich wytłumienie i w rezultacie - przy spadku częstotliwości - słabe promieniowanie gamma.
Już wówczas, przed tysiącami lat, budowniczowie kręgów musieli wiedzieć, że forma kręgu to jakby zwój cewki, a w jej obrębie przepływ energii (jakiejkolwiek) zostaje wzmocniony. Trudno przypuścić, by taką wiedzą dysponowali kapłani czy obserwatorzy nieba z okresu przedhistorycznego.
Te pojawiające się fale tachionowe o charakterze wirowym mogą oddziaływać na żywe komórki pozytywnie lub negatywnie. Dlatego kręgi mogą pełnić rolę zarówno piekielnych, jak i świętych miejsc.
Twórcy tachionowych fal, wykorzystując wszystkie ich możliwości, wcale nie muszą istnieć obecnie. Wystarczy, że będą przesunięci w czasie w stosunku do nas o parę sekund lub o miliony lat, by byli dla nas nieuchwytni i niepoznawalni. Chyba że prowadzenia takich badań, jak wyżej przedstawione, podejmą się ludzie, dla których oficjalna wiedza i nauka nie są święte i niepodważalne.
Lucznik z Amesbury
Joanna Hartwig
Polityka 11/2003 (2392)
Niemcy zostawili Anglikom pamiatki sprzed 2000 lat
Wciaz pozostaje zagadka, kto wzniósl Stonehenge. Ostatnie badania zdaja sie swiadczyc, ze budowniczymi mogli byc przodkowie wesolych piwoszy z Bawarii.
Byl wysokim, dobrze zbudowanym mezczyzna. Musial przebyc szmat drogi, zanim zatrzymal sie w poludniowej Anglii, w dzisiejszym hrabstwie Wiltshire. Przez ostatnie lata swojego zycia poruszal sie niezdarnie, wlokac za soba lewa noge. Pewnie dosc czesto dopadal go kiepski nastrój – wrzód na szczece musial dawac sie we znaki przy jedzeniu, niewyleczona infekcja nogi sprawiala ciagly ból.
Przybysz budzil jednak duzy szacunek wsród miejscowej ludnosci. Byc moze uwazali go za maga. Czlowiek ten posiadl bowiem umiejetnosc obróbki miedzi i zlota, potrafil tez wytapiac braz. A w 4300 lat po swojej smierci pokrzyzowal plany budowy nowych osiedli i szkoly.
3 maja 2002 r. w poblizu miasteczka Amesbury, polozonego 5 km od Stonehenge, grupa brytyjskich naukowców pod kierunkiem dr. Andrew Fitzpatricka przystapila do prac archeologicznych na zlecenie dwóch firm developerskich. Tego typu badania sa wymagane przed rozpoczeciem jakiejkolwiek budowy. Spodziewano sie znalezisk z epoki rzymskiej – cmentarzysko z tego okresu znajdowalo sie tuz obok. Ku zaskoczeniu archeologów juz od rana spod ich lopat zaczely wylaniac sie przedmioty z zupelnie innej epoki. Na poczatku wykopano puchary o charakterystycznym ksztalcie odwróconego dzwonu, ozdobione delikatnym ornamentem. Potem w ziemi cos zaczelo poblyskiwac – dwie zlote ozdoby, najprawdopodobniej uszu. Naukowców ogarnela euforia – mimo zapadajacych ciemnosci pracowali dalej. Wreszcie okolo godz. 2 w nocy, przy swiatlach samochodowych reflektorów, spod pedzelków wylonil sie szkielet mezczyzny pochowanego ok. 2300 lat p.n.e.
Kiedy umarl, mial 35–45 lat. Musial byc bardzo wazna persona, o czym swiadczy liczba (ok. 100) i bogactwo przedmiotów (m.in. zlote ozdoby) zlozonych do jego grobu. Miedziane noze, groty do strzal, ochraniacze na nadgarstki (oslaniajace przed uderzeniem cieciwy), kowadelko sugeruja, ze byl zarówno dobrym lucznikiem jak i rzemieslnikiem zajmujacym sie obróbka metali. Byl przedstawicielem kultury pucharów dzwonowatych, która rozprzestrzeniala sie wówczas w calej Europie, otwierajac nowy rozdzial w jej dziejach: epoke brazu.
Kultura ta – nazwana tak od ksztaltów naczyn glinianych – zaczela rozwijac sie w epoce neolitu mniej wiecej w polowie III tysiaclecia p.n.e., najprawdopodobniej na Pólwyspie Iberyjskim. Nastapilo kilka fal migracyjnych, w koncu (okolo 2400 lat p.n.e.) kultura ta objela swoim zasiegiem olbrzymi obszar: od Oceanu Atlantyckiego po basen Wisly, od Wysp Brytyjskich po basen Morza Sródziemnego (wlaczajac w to tereny pólnocnego Maroka). Wedrowano najprawdopodobniej w poszukiwaniu zlóz miedzi i cyny.
Kultura miala wielki zasieg – tworzyla cos w rodzaju Unii Europejskiej Pucharów Dzwonowatych. W miejscach, gdzie znajdowaly sie jej osady, odnaleziono slady po warsztatach obróbki miedzi, w grobach – formy odlewnicze i kowadla. Podobne do tego, jakie lezalo w grobie Lucznika z Amesbury – to jedno z imion, jakie mu nadano. Ale sa i tacy, którzy w tym przedstawicielu kultury pucharów dzwonowatych chca widziec Króla Stonehenge.
Grób rzeczywiscie znajdowal sie bardzo blisko najslynniejszego kregu na swiecie. Co wiecej – Lucznik z Amesbury zyl w okresie, kiedy w Stonehenge zaczeto ustawiac wielkie kamienne bloki. Przedtem to miejsce kultu opasywal jedynie rów i wal ziemny. Czy mezczyzna byl rzeczywiscie wazna osobistoscia – planujaca, a moze nadzorujaca budowe? Czy w ogóle przylozyl do niej reke?
Wyniki badania kosci i zebów Lucznika wywolaly sensacje na skale swiatowa. Mezczyzna, który mógl miec wazny udzial w budowie slynnego megalitycznego kregu w dolinie Salisbury, wcale nie pochodzil z Wysp Brytyjskich. Przybyl tam spod Alp.
Stonehenge czy Steinhenge” z ironia zastanawial sie „Der Spiegel”. „Uwaga! Najwiekszy brytyjski monument prawdopodobnie zbudowali Niemcy!” – krzyczal naglówek w „Daily Express”. Gazeta stwierdzala, ze najnowsze ustalenia to „szok dla dumy narodowej”. Dziennikarze, którzy z taka ochota ochrzcili w zeszlym roku mezczyzne z Amesbury Królem Stonehenge, teraz zgrzytajac zebami przyznawali, ze przyszedl on na swiat po drugiej stronie kanalu La Manche. Skad takie informacje? Gdyby chodzilo o wspólczesny kryminal, w kieszeni ubrania denata jakis Herkules Poirot znalazlby zapewne bilet na prom z Calais do Dover z dokladna data. Ale jak, tylko na podstawie szkieletu sprzed tysiecy lat, mozna bylo ustalic, ze pochowany mezczyzna byl imigrantem?
Carol Chenery z British Geological Survey (Brytyjskiego Instytutu Geologicznego) przeprowadzila dokladna analize szkliwa zebów Lucznika z Amesbury. Szkliwo to cos w rodzaju ludzkiej czarnej skrzynki, w której zapisywane sa chemiczne dane na temat srodowiska, w którym czlowiek dorastal, klimatu, w jakim zyl. Szkliwo zbudowane jest z wapnia, fosforu i tlenu oraz sladowych ilosci innych pierwiastków, miedzy innymi strontu i olowiu. Z tego wszystkiego izotopy strontu i tlenu sa najistotniejszymi wskaznikami warunków srodowiskowych, w jakich czlowiek zyje. Prawie caly tlen, który bierze udzial w formowaniu sie zebów, pochodzi z wody, jaka pijemy. Istnieja trzy trwale izotopy tlenu – proporcje, w jakich wystepuja w organizmie, zaleza od tego, skad pochodzi pita przez danego czlowieka woda, jakie sa tam wahania temperatury. Woda pitna w klimacie cieplym zawiera wiecej ciezszych izotopów tlenu, ta z chlodniejszego klimatu – wiecej lzejszych. Mozna wiec, porównujac proporcje izotopów tlenu ze szkliwa zebów, ustalic, gdzie zyl dany osobnik wówczas, gdy dopiero wyrastaly mu zeby.
Lucznik pochodzil z chlodnego klimatu – dziecinstwo spedzil zapewne w dzisiejszej Szwajcarii, a moze na terenach zachodniej Austrii lub poludniowych Niemiec (Bawaria). Nie wiadomo, jak dlugo zyl na Wyspach Brytyjskich – tego ani analiza kosci, ani zebów nie wykaze. Wskazówek moze tu jednak dostarczyc znalezisko, jakiego dokonano w bliskim sasiedztwie grobu Lucznika. Trafiono tam na kolejny pochówek, w którym równiez znajdowal sie szkielet mezczyzny i zlote kolczyki. Czlowiek tam pochowany zmarl w wieku 25–30 lat, mniej wiecej w tym samym czasie co Lucznik. Wiele wskazuje na to, ze byli to ojciec i syn. Czyzby wiec pózniej odnaleziony grób nalezal do Ksiecia Stonehenge? Analiza szkliwa jego zebów wykazala z kolei, ze dorastal on na poludniu Anglii albo w pólnocno-wschodniej Szkocji. Jesli wiec rzeczywiscie byl to syn Króla Stonehenge, to ten ostatni musial spedzic wiele lat na Wyspach Brytyjskich, calkiem niezle sie zadomowic i zalozyc rodzine.
Z cala pewnoscia Lucznik z Amesbury nalezal do miejscowej elity, niejako do arystokracji epoki brazu. Mniej wiecej na ten okres naukowcy datuja poczatek procesu róznicowania sie spoleczenstw pod wzgledem statusu i zamoznosci. Jedna z hipotez glosi, ze ci, którym wczesniej udalo sie opanowac takie nowinki technologiczne jak obróbka miedzi, szybciej bogacili sie i zyskiwali uznanie wspólczesnych. Wiele wskazuje na to, ze w Europie Srodkowej i Zachodniej przede wszystkim przedstawiciele kultury pucharów dzwonowatych opanowali te sztuke. Czy wiec to wlasnie oni wszedzie, gdzie dotarli, stawali sie miejscowa elita? Przyklad Króla Stonehenge zdawalby sie to potwierdzac.
Z cala pewnoscia jednak znalezisko z Amesbury jest dowodem na ozywione kontakty handlowe, jakie istnialy w Europie na przelomie epoki póznego kamienia i wczesnego brazu. Dr Andrew Fitzpatrick przyznaje, iz naukowcy juz dawno podejrzewali, ze to przybysze z Europy kontynentalnej, którzy nawiazali kontakty handlowe z mieszkancami Wysp Brytyjskich, nauczyli ich obróbki metali. Ale dopiero badania nad pochówkiem Lucznika z Amesbury potwierdzaja te przypuszczenia. Mozna powiedziec, ze to wlasnie ci przybysze pomogli Anglii wydobyc sie z epoki kamienia.
Stonehenge
Zagadkowy kamienny krag w poludniowej Anglii od wieków pobudza ludzka wyobraznie. Uczeni usilowali odtworzyc jego dawny wyglad, milosnicy tajemnic wyobrazali sobie obrzedy dawnych druidów. W pólbasniowej, pochodzacej z XII w., kronice Geoffreya of Monmouth mozna przeczytac, ze olbrzymie kamienie tworzace kamienny krag zostaly przeniesione do poludniowej Anglii z Irlandii magiczna moca Merlina, nadwornego czarodzieja króla Artura, gdyz rycerze nie byli w stanie ich uniesc. W rzeczywistosci krag wznoszono w trzech fazach przez ok. 2000 lat. Pierwsza datowana jest na poczatek III tysiaclecia p.n.e. Jak pisze prof. Zygmunt Krzak w ksiazce poswieconej megalitom swiata – „krag kamienny reprezentuje przestrzen sakralna”. W ostatnich latach próbuje sie interpretowac konfiguracje glazów z punktu widzenia archeoastronomii. Juz w XVIII w. angielski badacz William Stukeley zauwazyl, ze w dniu letniego przesilenia promienie Slonca rankiem wpadaja przez brame dokladnie w sam srodek kregu. Na tej podstawie uznano, ze kompleks megalityczny musial sluzyc do celebrowania uroczystosci rytualnych zwiazanych z kultem Slonca. Ostatnio astronom Gerald Hawkins spostrzegl, ze Stonehenge jest nie tylko powiazane z obserwacja róznych zjawisk astronomicznych, ale moglo takze byc wykorzystywane do przewidywania takich wydarzen jak chociazby zacmienie Slonca. Fascynacja kamiennym kregiem stwarza wielkie problemy dla konserwatorów, którzy musza chronic Stonehenge przed tlumami zbierajacymi sie tu co roku w dniu letniego solstycjum (przesilenia dnia z
noca).
do góry 
Stonehenge w Internecie
Spacer przez tysiąclecia
Adam Jamiołkowski
Rzeczpospolita 29.08.1996
W przeddzień letniego przesilenia organizacja English Heritage, wspierana przez firmę Intel oraz brytyjskich liderów w dziedzinie kreowania rzeczywistości wirtualnej, zaprezentowała komputerowe modele Stonehenge -- miejsca będącego najbardziej chyba fascynującą pozostałością z czasów prehistorycznych na kontynencie europejskim. Od końca czerwca modele te są dostępne dla użytkowników
Internetu. -- Jest rzeczą wyjątkowo ekscytującą, że to właśnie dzięki najnowszym technologiom ludzie z całego świata mogą odwiedzać Stonehenge, by zobaczyć jak powstawał jeden z najstarszych i najbardziej tajemniczych obiektów na kuli ziemskiej -- mówi Sir Jocelyn Stevens, szef English Heritage.
Przypomnijmy, że Stonehenge to prehistoryczny, monumetalny obiekt zbudowany z ogromnych bloków kamiennych, znajdujący się na kredowym płaskowyżu Salisbury Plain w południowej Anglii (hr. Wiltshire) . Powstawał on najprawdopodobniej w kilku etapach w okresie od 3000 do 1000 roku p. n. e. , a więc w późnej epoce kamiennej i na początku epoki brązu. Otoczony jest rodzajem fosy (rów plus nasyp ziemny) w kształcie regularnego okręgu o średnicy 300 stóp (91 metrów) , której budowa datowana jest na 2800 lat przed Chrystusem (za The American Heritage -- Dictionary of the English Language, 3 rd edition, 1992) . Wewnątrz okręgu znajdują się gigantyczne obiekty kamienne -- dwa zewnętrzne w kształcie kolistym, trzeci w kształcie podkowy, czwarty w kształcie owoidalnym (jajowatym) , przy czym ten ostatni zawiera kamień uważany za ołtarz ofiarny. Monumentalna budowla powstała najprawdopodobniej w latach 2000--1800 p. n. e. i według zgodnej opinii większości archeologów służyła jako ośrodek kultu religijnego.
Stonehenge stało się dość głośne, kiedy w 1964 roku brytyjski astronom Gerald S. Hawkins zaprezentował swoją teorię, zgodnie z którą kamienne budowle służyły nie tylko do celów rytualnych, ale także jako ogromny instrument astronomiczny, pozwalający na rejestrowanie pozycji Słońca i Księżyca względem Ziemi, a w konsekwencji na określanie pór roku i tworzenie kalendarza. Hipoteza ta jest niezwykle ważna dla Europejczyków (a Anglików w szczególności) , oczywiście ze względów "prestiżowych", potwierdza bowiem, że prehistoryczni mieszkańcy naszego kontynentu nie byli w niczym "gorsi" od ludów Mezopotamii czy Egiptu, które pozostawiły po sobie znacznie więcej materialnych dowodów swych osiągnięć. Nie wszyscy się z nią zgadzają, jednak i tak Stonehenge pozostaje zupełnie wyjątkowym świadectwem procesów cywilizacyjnych na terenie Europy. Jest też miejscem niezwykle tajemniczym, zdumienie budzi bowiem fakt, iż tak monumentalne budowle mogły powstać wyłącznie przy wykorzystaniu siły ludzkiej.
Prehistoria w komputerze
Od kilkunastu dni użytkownicy Internetu z całego świata mogą zapoznać się z wirtualnym, trójwymiarowym modelem Stonehenge opracowanym pod merytorycznym nadzorem organizacji English Heritage (jej nazwa oznacza dosłownie "angielskie dziedzictwo") przez Intel Corporation oraz brytyjską firmę Superscape VR
plc. Został on przetworzony na postać odpowiednią do udostępniania za pośrednictwem
Internetu, wykorzystano przy tym oprogramowanie do tworzenia modeli w rzeczywistości wirtualnej pracujące na komputerze osobistym z procesorem Pentium Pro 166 MHz.
Internetowy model pozwala zobaczyć Stonehenge w dziesięciu różnych okresach historycznych, począwszy od najdalszej przeszłości w roku 8500 p. n. e. , askończywszy na przyszłości -- roku 2000, kiedy to otwarty zostać ma Stonehenge Millenium Park (będzie to pozbawiony dróg, ruchu i hałasu obszar parkowy o powierzchni 16 km kw. , na którym będzie można oglądać dziewiczy krajobraz Wiltshire i podziwiać pozostałości ok. 450 (! ) budowli i obiektów architektonicznych powstałych kilka tysięcy lat przed naszą erą) . Model zawiera informacje edukacyjne dotyczące wszelkich zagadnień związanych ze Stonehenge, w tym opis codziennego życia ludzi w czasach jego budowy, wierzeń, które mogły zainspirować powstanie monumentu, oraz ówczesnych technik wykorzystywanych do modelowania, transportowania i podnoszenia olbrzymich głazów.
English Heritage i Intel prezentują ponadto jeden z najambitniejszych -- jak do tej pory -- projektów w historii "virtual reality": fotorealistyczny, wirtualny model Stonehenge, który wykorzystywany był do odtworzenia prehistorycznego zabytku oraz jego otoczenia w dawnym kształcie. Powstał on dzięki współpracy archeologów z English Heritage oraz specjalistów-informatyków z firmy VR Solutions Ltd ze Salford (Wlk. Brytania) . Do jego stworzenia wykorzystano tysiące zdjęć fotogrametrycznych wszystkich głazów, dane o obszarze Stonehenge z systemu przestrzennej informacji geograficznej GIS, a także dokładne mapy nieba. W rezultacie model ten pozwala na obejrzenie Stonehenge wraz z jego otoczeniem w różnych porach dnia i nocy, przy czym jakość obrazu odpowiada fotografii. Co więcej, możliwe jest także np. oglądanie nocnego nieba nad zabytkowym zespołem oraz podziwianie wschodu słońca w dniu letniego przesilenia z jego centralnego punktu.
Z technicznego punktu widzenia, największym sukcesem autorów projektu było skonstruowanie fotorealistycznego modelu na stacji roboczej Intergraphu z procesorem Pentium Pro 200 MHz. -- Jeszcze dwanaście miesięcy temu nie uwierzyłbym, że uzyskanie takich efektów, jak obserwacja wschodu słońca w czasie rzeczywistym, będzie możliwe na czymkolwiek innym, niż bardzo drogi superkomputer graficzny -- twierdzi prof. Robert J. Stone, dyrektor VR Solutions. -- Jednak technologia procesorów rozwija się w tak nieprawdopodobnym tempie, że jesteśmy świadkami nowego etapu w historii rzeczywistości wirtualnej, w którym naukowe i edukacyjne doświadczenia tego rodzaju szybko stają się dostępne dla każdego.
Zabawa wymaga środków
Wirtualne modele znajdują się na komputerze podłączonym do ośrodka WWW firmy Intel i będą dostępne pod adresem www. intel. com do października br. Aby obejrzeć Stonehenge, trzeba być posiadaczem komputera osobistego zbudowanego w architekturze intelowskiej. Niestety, postęp niesie za sobą również i pewne wymagania sprzętowe. Wrażenia są więc tym bardziej realistyczne, im szybszy jest procesor Pentium zamontowany w komputerze użytkownika
Internetu, bowiem wirtualny model dopasowuje się do jego możliwości przetwarzania danych i odpowiednio steruje liczbą przekazywanych szczegółów. Przed uruchomieniem modelu można bezpłatnie sprowadzić za pośrednictwem sieci niezbędną kopię programu 3 DViscape firmy Superscape, a także odpowiednie wstawki do przeglądarki Netscape Navigator (wersja 2. 0 lub późniejsza) .
Na ekranie komputera widzimy edukacyjne informacje tekstowe ukazujące się po lewej stronie oraz okno "virtual reality" z jego prawej strony. Zastosowane technologie informatyczne
(hipertekst) pozwalają na przełączanie się między elementami tekstu a odpowiadającymi im zdarzeniami w wirtualnej rzeczywistości. Można też wybrać "zwykłą wycieczkę" po obiekcie lub skorzystać z opcji pozwalającej na rozegranie gry edukacyjnej.
Do przesuwania się w czasie służy ikonka zegara słonecznego, a sterowane myszą "kierunkowskazy" umożliwiają zbliżanie się do obiektów pod dowolnym kątem oraz oglądanie zdarzeń z lotu ptaka. Gdyby Stonehenge zafascynowało kogoś do tego stopnia, że zdecydowałby się na obejrzenie zabytku w "prawdziwej rzeczywistości", to może na koniec uzyskać szczegółowe informacje turystyczne o możliwościach dojazdu, noclegach i innych interesujących miejscach w okolicy.
Neolityczny
Einstein
Zygmunt Krzak
Rzeczpospolita 14.01.1995
fragment
"Twórcą Stonehenge był
Newton czy Einstein epoki kamiennej -- napisał w 1977 roku
wybitny astronom brytyjski Fred Hoyle, autor prac "On
Stonehenge" i "The Nature of the Universe". Należy
zauważyć, że zdanie to lepiej brzmiałoby w ustach astronoma
amerykańskiego Geralda S. Hawkinsa, który odkrył ślady
Einsteina w Stonehenge, co opisał w książce "Stonehenge
decoded". Ale nie jest to przypadkowe, ponieważ kiedy
archeolodzy brytyjscy zaatakowali Hawkinsa za jego śmiałe
koncepcje, to właśnie Hoyle okazał się tym uczonym, który
walnie je poparł. Hawkins w latach sześćdziesiątych udowodnił
ostatecznie, że leżące kilkadziesiąt kilometrów od Londynu
Stonehenge było doskonałym obserwatorium astronomicznym,
niezawodnym kalendarzem do określania pór roku i umożliwiało
też przewidywanie zaćmień Słońca i Księżyca. Napisał też
wtedy, że było ono cudem wiedzy i inżynierii prahistorycznej.
A w czym geniusz? W wielu elementach budowy, jej geometrii,
formie, liczbach i kierunkach kamieni, czego w całości nie sposób
omówić w felietonie. Odkrycie główne, znane zresztą
Brytyjczykom od XVIII wieku: przez dwa tysiące lat użytkowania
kamiennej świątyni (około 3000--1000 p. n. e. ) podtrzymywano,
rozbudowywano i architektonicznie podkreślano główną oś
budowli, oś z centrum ku bramie, przez którą w ciągu stuleci
wpadały promienie wschodzącego słońca w dniu letniego
przesilenia 22 czerwca. I wpadają do dziś, co przeżywają tego
ranka zgromadzenia zwolenników pogańskiej religii. (...)"
Geolodzy
wyjaśniają zagadkę Stonehenge
Andrzej Markert
Rzeczpospolita 06.02.1993
Starożytne
kamienne konstrukcje w Stonehenge w Wielkiej Brytanii od lat
interesują archeologów i astronomów. Niedawno do badań włączyli
się geolodzy. Kamienny krąg zbudowany z kilkudziesięciu
skalnych bloków, każdy o wadze ok. 25 ton nawet dziś zdumiewa
swoim ogromem. Obiekt ten powstał w epoce brązu ok. 1900 -1600
lat p. n. e. Głazy pochodzą z dość odległych okolic. Badania
geologiczne wykazały, że tzw. skała macierzysta dla niektórych
z nich występuje w odległości ponad 200 km. Zastanawiano się
nad sposobami transportu tak wielkich bloków na tak dużych
dystansach. Wysuwano różne hipotezy, że materiał ten był
transportowany drogą lądową albo też przewożony na tratwach.
Ostatnie badania
przeprowadzone przez geologów brytyjskich i kanadyjskich ujawniły,
że bloki skalne pochodzą z siedmiu różnych źródeł z terenu
Walii, odległych od 30 do 200 km. Jednak budowniczowie
Stonehenge nie mieli kłopotów z ich transportem. Budulec znaleźli
na miejscu. Analiza śladów zlodowaceń w tym rejonie wykazała,
że ok. 400 tys. lat temu jeden z wielkich jęzorów lodowych sięgał
do miejsca, gdzie znajduje się dziś kamienny krąg. Kamienie te
przenoszone były przez lód i osadzane w jednym miejscu w ciągu
tysięcy lat.
do góry 
Opowieść łucznika
Anna Piotrowska
Newsweek Polska nr 28/02 str. 70
07.07.2002
Groby sprzed blisko pięciu tysięcy lat są świadkami narodzin europejskiego świata biednych i bogatych.
Mimo zmęczenia przybysze wyglądali dostojnie. Bursztynowe guzki naszyte na ubrania odbijały promienie słońca. W dłoniach trzymali łuki, a na szyjach połyskiwały złote naszyjniki. Spośród zabudowań wyszło dwóch mężczyzn, strojem do złudzenia przypominających przybyszów. Po krótkiej wymianie gestów było jasne, że nadeszli przyjaciele.
Kim byli strojni wojownicy, udało się ustalić, badając pochówek mężczyzny odkryty w maju w pobliżu niewielkiego angielskiego miasteczka Amesbury. Nowe znalezisko potwierdza rewolucyjną teorię, według której już blisko 5 tys. lat temu, na długo przed pojawieniem się arystokracji, powstały pierwsze elity społeczne. Posługiwały się jednym, wspólnym dla klasy uprzywilejowanych językiem znaków i symboli.
Na terenie niemal całej Europy pojawiły się grupy ludzi odróżniające się od współplemieńców. Inaczej zdobili swoje szaty, nosili bogatą biżuterię, odprawiali tajne obrzędy. Potrafili też obrabiać miedź i złoto, wytwarzać alkohol i ochraniać innych przed zbójcami. To wojownicy - pierwsze elity wykształcone przez naszych praprzodków.
Grób, którego odkrycie rzuciło nowe światło na dzieje Europejczyków, znaleziono 5 km od słynnego megalitycznego sanktuarium Stonehenge w W. Brytanii. Jego "lokatorem" był prawdopodobnie polujący za pomocą łuku myśliwy-wojownik. W chwili śmierci mężczyzna miał 35-50 lat. Ułożono go na lewym boku, z głową skierowaną na północ. Miał podkurczone nogi, prawdopodobnie związane. Pochowano go z przedmiotami, które świadczyły o jego wysokiej pozycji społecznej. Głównie były to wyroby metalowe, dostępne jedynie dla elity - trzy miedziane sztylety oraz dwie złote zapinki z cienkiej blaszki, noszone na puklach włosów.
Znalezione w grobie groty strzał, krzemienne noże do oprawiania zwierzyny i kamienne płytki chroniące nadgarstek przed uderzeniem cięciwy łuku wiele mówią o codziennych zajęciach ich właściciela. Żyjący ok. 2300 roku p.n.e. człowiek był myśliwym-wojownikiem, ale prawdopodobnie parał się też sztuką obrabiania metalu. Znalezione w grobie kamienne kowadełko służyło do rozbijania grudek złota lub miedzi. Wśród przedmiotów, w które zaopatrzono mężczyznę na ostatnią drogę, znalazło się także pięć pucharów w charakterystycznym kształcie odwróconego dzwonu. Zrobiono je ze złocistobrązowej gliny i ozdobiono wzorem wyrytym ostrym narzędziem.
Groby sprzed blisko pięciu tysięcy lat są świadkami narodzin europejskiego świata biednych i bogatych.
Pochówki z podobnym, ale skromniejszym wyposażeniem po raz pierwszy pojawiły się po 2800 r. p.n.e. na terenie dzisiejszej Hiszpanii.
Wiemy, że groby należały do mieszkańców ufortyfikowanych osad, otoczonych wysokimi na kilka metrów kamiennymi murami. Elementem łączącym dwa znaleziska jest charakterystyczna w kształcie i zdobieniach ceramika. Dlatego społeczność, która wytwarzała złocistobrązowe naczynia, nazwano kulturą pucharów dzwonowatych. W ciągu kilkuset lat objęła ona zasięgiem niemal całą Europę. Wśród znalezisk z nią związanych przeważały bogato wyposażone pochówki myśliwych-wojowników.
Początkowo naukowcy sądzili, że są one śladem po wędrówce tajemniczego ludu, który wraz ze stadami przemierzał kontynent. Według tej teorii nie byli to wojownicy, lecz pasterze. Broń - sztylety, łuki
- miała im służyć do obrony przed dzikimi zwierzętami. Z roku na rok teoria ta ma jednak coraz mniej zwolenników. Obecnie większość naukowców, w tym sławny niemiecki archeolog prof. Christian Strahm z uniwersytetu we Freiburgu, uważa, że nigdy nie było "ludu pucharów dzwonowatych".
Nie ma śladów nowych osadników na zdecydowanej większości obszarów, gdzie pojawił się specyficzny typ ceramiki i inne znaleziska przypisywane tej kulturze. Nie ma też oznak zwiększenia się liczby ludności - nie powstały nowe domostwa ani cmentarze. Natomiast charakterystyczne przedmioty znajdowane są w miejscach, które były zamieszkane od dziesiątek czy setek lat. Ponadto tuż obok pochówków kontynuujących dotychczasową tradycję darów grobowych pojawiają się także nowe, wyposażone w inne niż dotąd puchary, charakterystyczną biżuterię oraz ekwipunek łuczniczy. Archeolodzy tłumaczą to zjawisko różnicowaniem się ówczesnego społeczeństwa pod względem zamożności i statusu.
W tym okresie w jednolitych dotąd pod względem zasobności wspólnotach pojawiają się ludzie bogaci i biedni. Jednym słowem - wykształca się elita. Za pomocą charakterystycznych kosztowności i narzędzi manifestuje swoją odmienność. Inaczej się ubiera - materiał szaty jest tkany w geometrycze wzory i ozdabiany kościanymi lub bursztynowymi guzkami. Używa drogocennych metali: miedzi do wytwarzania sztyletów oraz złota do produkcji naszyjników i zapinek. Te ostatnie przedmioty zdobi ten sam kłuty wzór co puchary.
Doktora Janusza Czebreszuka z Instytutu Prahistorii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu najbardziej zdumiewa rozległy zasięg kultury pucharów dzwonowatych. - Podobne znaleziska można spotkać w oddalonych od siebie miejscach. Wśród nich są tereny Europy Środkowej, Zachodniej, Wysp Brytyjskich oraz półwyspów Iberyjskiego i Apenińskiego - mówi polski naukowiec.
Co sprawiło, że jedni stali się zamożniejsi od drugich? Wciąż nie można tego stwierdzić z całą pewnością. Pierwsza koncepcja zakłada wykształcenie się warstwy wojowników, których zadaniem była ochrona pozostałych członków ludu. Początek III tysiąclecia p.n.e. był bowiem szczególnym momentem w dziejach europejskiego rolnictwa. Do tej pory ludzie uprawiali głównie zboża - rośliny jednoroczne, które po kilku miesiącach przynoszą plon. W przypadku napadu i wygnania z zajmowanych przez siebie terenów wspólnota traciła dorobek, ale jej
członkowie uchodzili z życiem. Zajmowali nowe tereny i ponownie obsiewali ziemię. Jednak około pięciu tysięcy lat temu europejscy rolnicy udomowili dziką winorośl oraz drzewo oliwne. Rośliny te owocują dopiero po kilku, a nawet kilkunastu latach troskliwej opieki. Oznacza to ogromną pracę włożoną w pierwsze zbiory i wymaga dłuższego zamieszkiwania w tym samym miejscu. Rolnicy bardziej niż kiedyś potrzebowali zbrojnych opiekunów - i ci się pojawili. Ta hipoteza ma swoją słabą stronę. Winorośl i drzewo oliwne zostały udomowione w rejonie basenu Morza Śródziemnego, tymczasem kultura pucharów dzwonowatych rozwijała się znakomicie także na terenach znacznie chłodniejszych. Może obyczaj ochrony rolników dotarł także na północ, gdzie upowszechniły się wtedy wydajniejsze metody uprawy roślin.
Druga koncepcja związana jest z rozprzestrzenianiem się nowych technologii. Było ich zapewne co najmniej kilka. Do najbardziej spektakularnych można zaliczyć umiejętność obróbki miedzi i złota. Pierwsze przedmioty metalowe pojawiły się na naszym kontynencie już ok. 4,5 tys. lat p.n.e., ale dopiero kultura pucharów dzwonowatych rozpropagowała ich używanie i produkcję.
Drugą znaczącą technologią, która zmieniała los ówczesnego społeczeństwa, była umiejętność wytwarzania alkoholu. Równie ważne było powstanie na początku III tysiąclecia p.n.e. pierwszych łodzi klepkowych - budowanych z fragmentów drewna, a nie z całych pni. Były duże i umożliwiały dalekie podróże. Dzięki temu wynalazkowi na duńskim półwyspie - Jutlandii tworzyły się kultury ludzi związanych z morzem. Narodził się system wewnątrzplemiennych zależności. Na samym szczycie drabiny społecznej znaleźli miejsce budowniczy łodzi, jej właściciel oraz nawigator, potrafiący wyznaczać kurs na podstawie rozmieszczenia gwiazd na niebie. Osoby te cieszyły się powszechnym poważaniem. Źródłem tego szacunku były wiedza oraz majątek.
Przyczyny bogacenia się w poszczególnych częściach Europy mogły być odmienne. Jednak niezależnie od tego, w jaki sposób elity zdobyły swoją pozycję i majątek, symbole statusu były takie same. Złocistobrązowy puchar, metalowe zapinki do włosów i sztylety najprawdopodobniej stanowiły ozdoby bogaczy na całym kontynencie.
Puchar odgrywał ważną rolę w ówczesnych obrzędach religijnych ku czci słońca lub ognia. Za tą teorią przemawia podobny żółto-pomarańczowy kolor wszystkich znalezisk - ceramiki, kościanych lub bursztynowych guzków, złotych naszyjników czy miedzianych sztyletów.
Niezwykła kultura, która rozwijała się na terenie niemal całej Europy w III tysiącleciu p.n.e., pozostawiła po sobie pamiątkę także w postaci megalitycznych konstrukcji, takich jak Stonehenge. Naukowcy sądzą, że miała decydujący wpływ na rozwój późniejszych społeczeństw. Upowszechniła technologiczne nowinki, ale przede wszystkim wprowadziła podział na biednych i bogatych. Różnice między zamożnymi a biedakami pogłębiały się z biegiem czasu. Na terenach, gdzie rozwijała się kultura pucharów dzwonowatych, po 2000 r. p.n.e. powstały nowe, równie fascynujące społeczności. Na ziemiach polskich rozwijała się kultura unietycka, która pozostawiła po sobie niezwykle bogato wyposażone pochówki, nazywane "grobami książęcymi". Według uczonych świadczy to o tym, że elity wyłoniły pierwszych plemiennych władców. W ten sposób zakończył się proces zapoczątkowany prawie tysiąc lat wcześniej.
W trzecim tysiącleciu p.n.e. Stary Kontynent stracił swoją niewinność. W jednolitych dotąd społecznościach pojawili się biedni i bogaci. Moment, w którym pierwszy wojownik włożył ozdobną szatę i wychylił puchar pełen trunku, śmiało możemy nazwać dniem narodzin europejskiej arystokracji.
Święty krąg
Anna Piotrowska
Newsweek numer 35/03, strona 72.
Siedem tysięcy lat temu, czyli kilkaset lat wcześniej niż sądzono, europejscy rolnicy tworzyli konstrukcje umożliwiające śledzenie ruchu słońca na nieboskłonie.
Na początku piątego tysiąclecia p.n.e. każdej zimy okolice dzisiejszego niemieckiego miasteczka Goseck w Saksonii-Anhalt były areną niezwykłych wydarzeń. W grudniowe dni, kiedy słońce świeci najkrócej w roku, w sanktuarium zbudowanym z drewnianych palisad otoczonych rowem odbywały się religijne obrzędy.
Kulminacja modłów następowała 21 grudnia. Wtedy w pobliżu świętego kręgu zbierali się mieszkańcy okolicznych wiosek. Kilkuset ludzi czekało na mrozie, być może w kompletnych ciemnościach, aż wzejdzie słońce. Gdy pierwsze promienie wpadły przez bramę w palisadzie wprost do wnętrza kręgu, rozpoczynał się najkrótszy dzień w roku. Dla żyjących w pobliżu sanktuarium rolników moment przesilenia zimowego był prawdopodobnie początkiem nowego roku oraz być może symboliczną chwilą zwycięstwa światła nad mrokiem.
Jeszcze 100 lat temu archeolodzy byli przekonani, że jedynie starożytni Egipcjanie i Sumerowie posiedli umiejętność prowadzenia podstawowych obserwacji astronomicznych, polegających na śledzeniu ruchu gwiazd na niebie, oraz umiejętność wyznaczania początku pór roku. Badania w angielskim obserwatorium Stonehenge, z których wynikało, że dawni mieszkańcy Wysp Brytyjskich potrafili ustalić dzień przesilenia letniego, traktowano z niedowierzaniem. Jednak w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat w Europie odkryto pozostałości ponad dwustu pradawnych ziemno-drewnianych konstrukcji, służących do obserwacji słońca.
Najstarszą z nich odnaleziono w środkowych Niemczech w pobliżu miasta Goseck. Odkryte obserwatorium astronomiczne zostało wzniesione ok. 5000-4800 r. p.n.e., co ustalono dzięki metodzie określania wieku znalezisk radioaktywnym węglem 14C. Budowla pełniła również rolę sanktuarium - odprawiano tam obrzędy religijne związane ze zmianami pór roku.
Wykopaliska koło Goseck prowadzi niemiecko-amerykańska ekipa archeologów z Martin Luther Universität w Halle-Wittenberdze oraz z University of California w Berkeley. Szczegółami niepublikowanych jeszcze wyników badań podzielił się z czytelnikami "Newsweeka" jeden z kierowników ekipy badawczej dr Peter F. Biehl.
Do tej pory naukowcy niemieccy i amerykańscy odkopali część obserwatorium. Ale już teraz wiadomo, m.in. dzięki zdjęciom lotniczym, że miało ono kształt koła o średnicy ok. 75 m. Podstawowym elementem konstrukcji był rów o szerokości 120 cm i głębokości 170 cm. W rowie archeolodzy odnaleźli kości zwierzęce oraz ceramikę.
Wewnątrz kręgu znajdowały się dwa koncentryczne pierścienie wzniesione z pni drzew. Konstrukcje te miały wysokość ok. 180 cm. Ponieważ kilka tysięcy lat temu wzrost człowieka rzadko przekraczał 170 cm, pale skutecznie zasłaniały wnętrze sanktuarium przed wzrokiem ciekawskich. Być może środek konstrukcji stanowił święte miejsce, dostępne jedynie szamanowi.
Do wnętrza można było zajrzeć przez trzy wąskie bramy, które miały nieco ponad metr szerokości. Pierwsza z bram obserwatorium wskazywała na północ, ale ważniejsze były dwie pozostałe. Przez nie osoba stojąca w centrum sanktuarium mogła obserwować wschód i zachód słońca, ale tylko w jeden, szczególny dzień roku: 21 grudnia, czyli podczas przesilenia zimowego. W wielu rolniczych społecznościach dzień ten uchodził za koniec starego i początek nowego roku. Prawdopodobnie wtedy w pobliżu obserwatorium zbierali się okoliczni rolnicy, a wioskowi szamani odprawiali religijne ceremonie. - Mamy pewne dowody, że w Goseck składano bogom zwierzęta w ofierze. W rowie otaczającym święte miejsce znaleźliśmy kości - mówi dr Biehl. Składaniu ofiar towarzyszyły zapewne modły o dobre plony.
Dla rolniczych społeczności 21 grudnia miał prawdopodobnie szczególne znaczenie. Ludzie ci obserwowali, jak z każdym dniem słońce świeci coraz krócej i słabiej aż do momentu przesilenia. Być może mieszkańcy okolic Goseck wierzyli, że bez tych szczególnych modłów, odprawianych przez szamanów, światło nie zwycięży mroku i zima będzie trwała wiecznie.
Według dr. Biehla nie ulega wątpliwości, że ziemno-drewniany krąg był dla lokalnej rolniczej społeczności miejscem magicznym. Dowodzą tego znalezione wewnątrz konstrukcji pojedyncze ludzkie kości zakopane razem z kamiennymi grotami strzał. Szczątki te należały do osoby (lub osób) pogrzebanej pierwotnie w innym miejscu.
Prawdopodobnie w momencie rozpoczęcia budowy konstrukcji kości przeniesiono z dotychczasowego miejsca pochówku. Dawni rolnicy wierzyli w opiekuńczą moc szczątków swoich przodków.
Sanktuarium nieopodal Goseck nie funkcjonowało długo. Z dotychczasowych badań wynika, że ok. 100 lat po jego wybudowaniu zostało porzucone. Prawdopodobnie ziemia w jego pobliżu wyjałowiła się i rolnicy zaczęli szukać żyźniejszych miejsc. Z czasem drewno, z którego zbudowano palisady, uległo rozkładowi, a z całej konstrukcji pozostało ledwo rysujące się na powierzchni wgłębienie - pozostałość po rowie.
W podobnym stanie zachowały się inne tego typu sanktuaria związane z pierwszymi europejskimi kulturami rolniczymi.
Słabo widoczny zarys konstrukcji można dostrzec jedynie z góry, dlatego większość z nich zlokalizowano dzięki fotografii lotniczej. Znajdowały się one w środkowej i zachodniej Europie, są jednak młodsze od sanktuarium w Goseck. Przykładem jest krąg odnaleziony w bawarskiej miejscowości Harpen (południowe Niemcy) z ok. 4700 r. p.n.e., gdzie obserwowano jesienne i wiosenne zrównanie dnia z nocą.
Z kolei w morawskich Teseticach-Kyjovicach (ok. 4500 r. p.n.e.) uroczystości odbywały się o wschodzie słońca 9 kwietnia i 3 września oraz o jego zachodzie 4 i 5 marca, a także 8 i 9 października. - Prawdopodobnie daty te dzieliły rok na dwie główne pory. Od kwietnia do października panowała pora ciepła - wyjaśnia dr Stanisław Iwaniszewski z Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie.
Z badań brytyjskich archeologów z English Heritage wynika, że obserwatorium w Stonehenge pierwotnie przypominało wyglądem okrągłą konstrukcję z Goseck. Ponad 5 tysięcy lat temu Stonehenge składało się z jednego pierścienia ziemnych umocnień oraz rowu. Dopiero po kilkuset latach postawiono na środku kręgu ogromne głazy.
Prawdopodobnie podczas lokalnych świąt w sanktuariach szamani palili ogniska, składali zwierzęta w ofierze bóstwom. We wnętrzu żadnego z kręgów nie znaleziono dotychczas pozostałości ołtarza, ale kilkakrotnie odkryto ślady zabudowań, być może prymitywnych świątyń.
Część obserwatoriów była używana przez okoliczną ludność kilkaset lat. Tak było w przypadku kręgu z Immendorfu w Austrii, którego kariera trwała całą drugą połowę piątego tysiąclecia p.n.e. Nie wiemy, dlaczego obserwatoria zostały porzucone. Być może późniejsze społeczności w inny sposób wyznaczały ważne dla siebie daty.
Dzięki odkryciu z Goseck wiemy, że obserwacje nieba, magia oraz religia były w kulturze pierwszych europejskich rolników ze sobą ściśle powiązane. Święto przesilenia zimowego było dla tych ludzi jednym z najważniejszch dni w roku.
do góry 
Wędrówka w przeszłość
Ewa Turska
Rzeczpospolita 10.04.2000
Śladami budowniczych Stonehenge
W walijskich górach Preseli trwa od soboty ambitna operacja
przetransportowania bez użycia nowoczesnych technik 3-tonowego głazu do
odległego o ponad 200 mil Stonehenge w hrabstwie Wiltshire w Anglii. Z tego
bowiem malowniczego zakątka południowo-zachodniej Walii pochodzą - jak się
uważa - kamienie kolosy z błękitnoszarego piaskowca, tworzące wewnętrzny
krąg słynnej pogańskiej świątyni druidów.
Wśród brytyjskich archeologów do dziś nie ma zgody co do tego, w
jaki sposób ponad 4000 lat temu głazy z gór Preseli przetransportowano
240 mil na wschód - na wyżynę Salisbury. Postanowiono więc empirycznie
zbadać tę wciąż niewyjaśnioną zagadkę budowniczych z okresu neolitu,
odtwarzając krok po kroku domniemaną trasę ich wędrówki i metody jakie
musieli zastosować, by przewieźć, głazy na takim dużym dystansie. Właśnie
w sobotę grupa 300 śmiałków z National Trust i Pembrokeshire College
rozpoczęła tę niezwykłą wędrówkę, transportując do Stonehenge
podobny, ważący trzy tony głaz z gór Preseli, nazwany Kamieniem
Milenijnym.
Trasa ich wyprawy podzielona została na 4 etapy. Biegnie najpierw lądem
z gór do portu Milford Haven, następnie morzem przez Kanał Brystolski do
Bristolu, potem wzdłuż rzeki Avon i kanału Avon, zaś ostatni 26-milowy
odcinek do samej świątyni Stonehenge znów będzie odbywał się po lądzie.
Jednorazowo przy ciągnięciu 3-tonowego głazu musi pracować co najmniej
40 osób. Poświęcają na to czas głównie w czasie weekendów. Obliczono,
że używając na odcinku morskim repliki łodzi z okresu neolitu, zaś na lądzie
wyłącznie lin, sań i drewnianych płóz - pokonując dziennie odcinki długości
zaledwie trzech mil - transport głazu zajmie do... sześciu miesięcy.
Kamień Milenijny dotrze więc na swoje miejsce we wrześniu.
Walijscy śmiałkowie otrzymali na realizację tego eksperymentu
dotację z Loterii Państwowej w wysokości ok. 160 000 dolarów. W całej
ekipie panuje ogromy entuzjazm. Rzecz jednak w tym, że niektórzy
archeolodzy mają poważne wątpliwości, czy błękitnoszare piaskowce właśnie
taką drogą dotarły do Stonehenge. Dr Aubrey Burl na przykład uważa taką
wersję za "piękną romantyczną historię", którą wymyślono
zaledwie 70 lat temu. Jego zdaniem, te gigantyczne głazy znalazły się na
równinie Salisbury po prostu w wyniku zlodowacenia.
Fiasko śmiałków ze Stonehenge
Ewa Turska
Rzeczpospolita 24.10.2000
Archeologiczny eksperyment po 4000 lat
Trzeba być chyba szaleńcem, by mając do dyspozycji najnowsze środki
transportu, podjąć się przeniesienia trzytonowego głazu na dystansie 240
mil, tj. 383 km w taki sam sposób, jaki - prawdopodobnie - zastosowali
mieszkańcy Albionu z epoki kamienia. Na taki pomysł wpadła grupa śmiałków
z Walii, która postanowiła pójść w ślady budowniczych Stonehenge. W
zeszłym tygodniu - po siedmiu miesiącach daremnych wysiłków - dali
jednak za wygraną.
Głazy z błękitnoszarego piaskowca, które tworzą wewnętrzny krąg
słynnej kamiennej świątyni usytuowanej na wyżynie Salisbury w Anglii,
pochodzą z przepięknych gór Preseli w południowo-zachodniej Walii.
Stonehenge ma ponad 4000 lat i zbudowano go u schyłku epoki kamienia.
Pozostaje jednak zagadką, w jaki sposób głazy zostały tam
przetransportowane.
Entuzjaści tej teorii postanowili podejść do sprawy empirycznie i
odtworzyć krok po kroku domniemaną trasę wędrówki budowniczych z epoki
neolitu, ograniczając się do metod i narzędzi, jakie mogły być wówczas
dostępne. Obliczono wszystko z ołówkiem w ręku, zasięgnięto rad
archeologów i ustalono, że budowniczowie Stonehenge musieli transportować
głazy z gór Preseli i lądem, i wodą. Zbudowano też replikę łodzi z
okresu neolitu, przygotowano mnóstwo lin i drewniane sanie z płozami. Na
koniec zaś wybrano podobny, ważący trzy tony głaz, który nazwano
Kamieniem Milenijnym. Znalazły się też pieniądze - ok. 160 000 dolarów
z funduszu Loterii Państwowej - na ten niezwykły eksperyment, w którym
udział wzięło kilkudziesięciu entuzjastów z Pembrokeshire College i
National Trust.
Trasa ich wyprawy miała biec najpierw lądem z gór Preseli do portu
Milford Haven, następnie morzem przez Kanał Bristolski do Bristolu, potem
wzdłuż rzeki Avon i kanału Avon. Natomiast ostatni, 26-milowy odcinek do
samej świątyni Stonehenge miał być pokonany lądem. Kiedy wyprawa ruszyła
na początku kwietnia, zakładano, że pracując tylko w czasie weekendów,
w ciągu jednego dnia uda się przeciągnąć głaz na odcinku 3 mil, a więc
dotrze on do Stonehenge po sześciu miesiącach, czyli we wrześniu.
Niestety, już pierwszego dnia zaczęły się kłopoty, które przez
cały czas prześladowały śmiałków. Najpierw zabrakło wystarczającej
liczby ochotników. Potem Kamień Milenijny zatonął w Kanale Bristolskim,
na koniec zaś - kiedy głaz został po wielu trudach wydobyty na
powierzchnię - pewnego dnia skradziono zapaleńcom główny środek
transportu, czyli sanie. W zeszłym tygodniu, kiedy okazało się, że po
siedmiu miesiącach od startu, głaz wciąż znajduje się na nabrzeżu w
walijskiej wiosce Milford Haven, podjęto decyzję o zaniechaniu całego
przedsięwzięcia.
Przeciwnicy hipotezy o transporcie głazów z walijskich gór do
Stonehenge pukają się w głowy i zacierają ręce. Uważają bowiem, że
dostały się one na wyżynę Salisbury w wyniku przemieszczenia się
lodowca. Twierdzą, że pomysł przeniesienia dziś jednego głazu na
dystansie 240 mil był po prostu stratą czasu i pieniędzy. Jednak walijscy
śmiałkowie przymierzają się do wznowienia wyprawy na wiosnę przyszłego
roku.
Budowniczowie Stonehenge
Piotr Burchardt
Gazeta.pl 06.10.2004
Czyżby najsłynniejszy angielski monument zbudowali
przybysze z Walii? Brytyjscy archeolodzy są na tropie rozwiązania zagadki
najsłynniejszego megalitycznego sanktuarium świata.
Mieszkańcy średniowiecznej Anglii byli przekonani, że Stonehenge powstało za
sprawą magii. Głazy, z których ta konstrukcja została wzniesiona, wydawały
się im zbyt wielkie, by ktokolwiek mógł je przetransportować i odpowiednio
ustawić. Sądzili, że dziwaczny pogański monument zbudował czarodziej Merlin
za pomocą tajemnych zaklęć. Potem, już w czasach nowożytnych, pojawiały się
także inne, nie mniej fantastyczne teorie dotyczące powstania Stonehenge.
Niektóre wspominały o przybyszach z innych planet, którzy mieli wspomóc
ludzi w budowie tego megalitycznego sanktuarium.
Jednak - jak wykazują najnowsze badania brytyjskich archeologów - Stonehenge
zostało wzniesione bez pomocy sił nadprzyrodzonych, za to przy udziale
przybyszy z Walii oraz terenu dzisiejszych Alp. Nieopodal pradawnego kręgu
archeolodzy odnaleźli bowiem groby sprzed ponad 4 tys. lat, w których
prawdopodobnie pochowano część osób zaangażowanych przy jego wznoszeniu. Jak
wynika z tych wykopalisk, wszyscy budowniczowie Stonehenge byli
przedstawicielami kultury, którą za sprawą charakterystycznych naczyń w
kształcie odwróconego dzwonu uczeni nazywają kulturą pucharów dzwonowatych.
Około 2,5 tys. lat p.n.e. obejmowała ona swym zasięgiem niemal całą Europę.
Jej rozprzestrzenianie się nie było jednak związane z konkretnym ludem,
który wędrował i zasiedlał coraz to nowe tereny, lecz z rozwojem
nowoczesnych technologii oraz kształtowaniem się pierwszej europejskiej
arystokracji.
Choć okolice pradawnego sanktuarium są od dziesięcioleci badane przez
archeologów z całego świata, to niezwykłe miejsce wciąż zaskakuje uczonych.
W ciągu ostatnich dwóch lat ujawniono nowe fakty związane z pierwotnym
wyglądem tego megalitycznego kręgu oraz jego twórcami. W okolicach
Stonehenge znaleziono bowiem kilka niezwykłych pochówków, które pozwalają
precyzyjnie odtworzyć realia świata końca epoki neolitu.
Zagadka pierwsza: grób króla
Nowa era w badaniach tego pradawnego monumentu rozpoczęła się w maju 2002
roku. Wtedy to podczas budowy domu niespełna pięć kilometrów od Stonehenge
odnaleziono wyjątkowy grób sprzed 4,3 tys. lat. Prawdopodobnie pierwotnie
był on przykryty kurhanem. Znajdowały się w nim szczątki 35-45-letniego
mężczyzny ułożone na lewym boku z głową skierowaną w kierunku północy. Wraz
z mężczyzną pochowano liczne dowody jego wyjątkowego statusu społecznego.
Wśród nich znajdowały się m.in. trzy miedziane sztylety oraz dwie złote
blaszki, które przed tysiącami lat noszono zaciśnięte na puklach włosów. Są
to najstarsze znane z terenu Wielkiej Brytanii wyroby ze złota. Być może
mężczyzna sam zrobił te ozdoby, w jego grobie archeolodzy odnaleźli bowiem
kamienne kowadełko służące do rozbijania grudek kruszcu. Nie był on jednak
wyłącznie rzemieślnikiem. Żałobnicy włożyli do jego grobu także strzały oraz
kamienne płytki chroniące nadgarstek przed uderzeniem cięciwy łuku.
Prawdopodobnie ten ostatni przedmiot także znajdował się wśród wyposażenia
pochówku, ale ponieważ składał się jedynie z części organicznych - uległ
rozkładowi. Mężczyzna był zatem także łucznikiem. Oprócz tego w niewielkim,
być może skórzanym, woreczku zabrał ze sobą w ostatnią podróż częściowo
obrobione kawałki krzemienia, krzemienne noże, niedźwiedzie kły oraz
kamienne narzędzie, które mogło służyć do krzesania ognia. Pochowano go
prawdopodobnie w skórzanej pelerynie, czego dowodziła znaleziona nieopodal
szczątków kościana szpila służąca do spinania szat. Ponadto w grobie
znaleziono pięć charakterystycznych żółtobrązowych naczyń o kształcie
odwróconego dzwonu ozdobionych wzorem wykłutym ostrym narzędziem. To dzięki
nim archeolodzy z Wessex Archaeology zyskali pewność, że odkryty przez nich
grób należał do przedstawiciela kultury pucharów dzwonowatych. Jednak do tej
pory na terenie całej Europy uczeni nie znaleźli tak bogato wyposażonego
grobu tej kultury. Zazwyczaj zmarły zabierał ze sobą jedynie ekwipunek
łucznika, jeden puchar i czasami miedziany sztylet. Dlatego byli przekonani,
że to niezwykłe nagromadzenie drogocennych przedmiotów (było ich około
setki) dowodzi, iż mężczyzna ten był dla ówczesnych ludzi osobą wyjątkową.
Zagadka druga: grób syna królewskiego
Nic zatem dziwnego, że brytyjska prasa okrzyknęła go "królem Stonehenge".
Kamienny monument był wznoszony właśnie za jego życia, więc niektórzy uczeni
sugerowali, że mężczyzna mógł brać udział w pracach związanych z jego
budową. Według dr. Andrew Fitzpatricka z Wessex Archaeology niewykluczone,
że uczestniczył w planowaniu ostatecznego wyglądu megalitycznego kręgu oraz
pomagał podczas ustawiania głazów.
Co ciekawe, tuż obok "króla Stonehenge" archeolodzy odnaleźli szczątki
drugiego mężczyzny. Badania antropologiczne wykazały, że w momencie śmierci
miał on 25-30 lat. Choć żył mniej więcej w tym samym czasie co łucznik, w
jego grobie nie odkryto żadnego wyposażenia.
Uczeni byli już przekonani, że te dwa pochówki nie mają ze sobą nic
wspólnego, kiedy podczas oczyszczania kości w laboratorium okazało się, że w
ustach młodego mężczyzny znajdowała się para złotych blaszek. Przedmioty te
wyglądały niemal identycznie jak te znalezione w grobie "króla Stonehenge".
Wiele wskazuje na to, że zostały zrobione przez tę samą osobę.
Brytyjscy archeolodzy stanęli przed fascynującą zagadką: co łączyło te dwie
osoby? Badania antropologiczne wykazały, że obaj mężczyźni mieli tę samą,
prawdopodobnie uwarunkowaną genetycznie, wadę kości stopy. Według naukowców
oznacza to, że byli ze sobą blisko spokrewnieni - prawdopodobnie ojciec i
syn. Jednak najbardziej zaskakujących danych dostarczyła analiza
fizykochemiczna zębów obydwu panów. Naukowcy sprawdzili proporcje pomiędzy
wchodzącymi w skład szkliwa zębów izotopami tlenu, które dostają się do
ciała każdego z nas wraz z wypijaną wodą. Ich wzajemne stosunki mogą być
różne w zależności od regionu, klimatu oraz wysokości nad poziomem morza.
Dzięki temu fizycy są w stanie określić precyzyjnie miejsce, w którym każdy
człowiek dorastał (bo warstwa szkliwa tworzy się w dzieciństwie oraz we
wczesnej młodości).
Zagadka trzecia: grób "braci z Boscombe"
Badania przeprowadzone przez Carol Cheney z British Geological Survey
wykazały, że młodszy mężczyzna wychował się w okolicach Stonehenge,
natomiast starszy pochodził z terenu Alp i - co nie ulega wątpliwości - w
tych wysokich górach spędził swe młode lata. Jak dotarł na Wyspy Brytyjskie?
- Długie podróże w czasach neolitu nie były niczym nadzwyczajnym. Ludzie
wędrowali po całej Europie w poszukiwaniu surowców do wyrobu metalowych
narzędzi i ozdób oraz wyprawiali się nad Bałtyk po bursztyn - mówi prof. dr
hab. Janusz Czebreszuk z Instytutu Prahistorii UAM w Poznaniu.
Prawdopodobnie właśnie za sprawą takich podróżujących osób kultura pucharów
dzwonowatych rozprzestrzeniała się na terenie całej Europy. - Miejsce
dorastania starszego z mężczyzn, których pochówki odkryto nieopodal
Stonehenge, a także znalezione w jego grobie kowadełko sugerują, że mógł być
wędrownym rzemieślnikiem. W Alpach znajdował się bowiem jeden z najstarszych
europejskich ośrodków metalurgicznych - tłumaczy prof. Czebreszuk. Wiele
wskazuje na to, że źródłem wyjątkowo wysokiej pozycji społecznej "króla
Stonehenge" była właśnie umiejętność obróbki metalu. Nie wiadomo jednak,
dlaczego pochodzący z tak daleka mężczyzna postanowił osiedlić się w
pradawnej Anglii. Być może zakochał się, a owocem związku z miejscową
kobietą był właśnie ów młody człowiek, którego pochówek znaleziono nieopodal
miejsca ostatecznego spoczynku "króla Stonehenge".
Na trop kolejnego grobu z czasów budowania pradawnego monumentu archeolodzy
wpadli niemal dokładnie rok po odkryciu pierwszych dwóch pochówków. W maju
2003 roku w miejscowości Boscombe Dawn badacze z Essex Archaeology odkopali
szczątki siedmiu osób pogrzebanych w jednym grobie. Wśród nich znajdował się
szkielet mężczyzny w wieku 30-45 lat, obok którego spoczywało troje
kilkuletnich dzieci. Człowiek ten miał także innych towarzyszy: dwóch
25-30-latków i 15-18-letniego młodzieńca. Ich szczątki przeniesione zapewne
z innego grobu (lub grobów) niezwykle starannie ułożono obok jego ciała.
Pradawni żałobnicy starali się kłaść czaszki obok czaszek, kości długie
także razem. W grobie znajdowało się też pięć strzał, dlatego archeolodzy
nazwali odnalezionych mężczyzn "łucznikami z Boscombe". Pradawnych
mieszkańców Anglii ich bliscy obdarowali także krzemiennymi nożami, kościaną
zawieszką oraz niedźwiedzimi kłami. Ponieważ te ostatnie archeolodzy bardzo
często spotykają obok kamiennych kowadełek, istnieje przypuszczenie, że
mogły być one narzędziami używanymi do obróbki metali. Tuż obok ludzkich
szczątków znaleziono też osiem charakterystycznych złocistobrązowych naczyń,
niemal identycznych z tymi odkrytymi w grobie "króla Stonehenge". Według
naukowców podobieństwo to nie jest przypadkowe. Sposób zdobienia tej
ceramiki przypomina wzory używane na terenie Europy kontynentalnej, co
dowodzi ścisłych kontaktów pomiędzy pradawnymi mieszkańcami Wysp Brytyjskich
a ludźmi z drugiej strony kanału La Manche.
Ponieważ nigdy dotąd na terenie Brytanii nie znaleziono podobnego masowego
pochówku związanego z kulturą pucharów dzwonowatych, archeolodzy całymi
godzinami dyskutowali, dlaczego tym razem w jednym dole złożono aż siedem
osób. Odpowiedź na to frapujące pytanie przyszła wraz z wynikami badań
antropologicznych. Okazało się wówczas, że pogrzebani w Boscombe Dawn
mężczyźni byli ze sobą spokrewnieni. Dowodziły tego specyficzne elementy
budowy ich czaszek. Być może w grobie po prostu złożono członków jednej
rodziny? Zagadkę tę wyjaśnią zapewne badania DNA.
Jednak najbardziej zaskakujące rezultaty przyniosła analiza zawartości
izotopów różnych pierwiastków w zębach "braci z Boscombe". Jej wyniki
opublikowano latem tego roku. Podczas badań wyszło na jaw, że wszyscy
mężczyźni spędzili pierwsze lata swego życia na terenach, gdzie panowała
stosunkowo wysoka radioaktywność. Stąd w ich szkliwie obecność izotopów
strontu. A dzięki specyficznym proporcjom izotopów tlenu ustalono, że
panowie ci dorastali w regionie umiarkowanego klimatu. Dlatego naukowcy
sądzą, że "bracia z Boscombe" pochodzili z Walii, która spełnia wszystkie te
warunki.
Święci wojownicy - wyjaśnienie zagadek
Według dr. Fitzpatricka obecność pradawnych Walijczyków w pobliżu Stonehenge
nie jest niczym dziwnym. Część kamieni, z których wzniesiono pradawny
monument, pochodzi bowiem właśnie z Walii, z miejscowości Preseli Hills.
Obydwa miejsca dzieli ok. 380 km. Dla ludzi neolitu przetransportowanie
kilkutonowych głazów na tak wielką odległość było nie lada wyzwaniem.
Kamienne bloki przewożono prawdopodobnie łodziami. Podczas transportu oraz
ustawiania megalitów zdarzało się zapewne wiele wypadków, czego może
dowodzić paskudne złamanie nogi, którego doświadczył najstarszy z "braci z
Boscombe". Na szczęście kość się zrosła, ale człowiek ten kuśtykał do końca
życia.
Zbudowana z walijskich głazów konstrukcja była prawdopodobnie świątynią
słońca. Wiele wskazuje bowiem na to, że kult solarny należał do podstawowych
elementów kultury pucharów dzwonowatych. Za tą hipotezą przemawia podobny
złocistobrązowy kolor wszystkich znalezisk z nią związanych - ceramiki,
kościanych lub bursztynowych guzków, złotych zapinek czy miedzianych
sztyletów. Jeśli rzeczywiście tak było, Europa sprzed ponad 4 tys. lat
musiała być niezwykłym miejscem. Po jej bezdrożach wędrowali święci
wojownicy - władcy ognia, którzy posiedli umiejętność obróbki metalu.
Ówczesna arystokracja plemienna utrzymywała dalekosiężne kontakty handlowe i
wznosiła gigantyczne monumenty, które przetrwały do dziś. A złocisty puchar
podobnie jak obecnie złota karta kredytowa stanowił symbol przynależności do
elity.
*Piotr Burchardt jest historykiem, specjalizuje się w zagadnieniach kultury
pucharów dzwonowatych.
Fazy budowy Stonehenge
I. Ok. 3100 roku p.n.e. wykopano rów oraz utworzono ziemny nasyp, które
otaczały krąg o średnicy nieco ponad 100 m. Do jego wnętrza dostać się można
było dwoma wejściami. Pierwsze znajdowało się na północnym wschodzie, drugie
na południu.
II. Wewnątrz otoczonego wałem kręgu zbudowano okrągłą drewnianą konstrukcję,
bowiem do dziś zachowało się 56 otworów w ziemi. Coś na kształt palisady
wzniesiono również w pobliżu obydwu wejść.
III. A. Ok. 2600-2500 roku p.n.e. wewnątrz kręgu ustawiono kamienny łuk
zbudowany z dolerytów przywiezionych z Walii. Obok tej konstrukcji ustawiono
kamień zwany dziś "ołtarzem".
III. B. Ok. 2440-2100 roku p.n.e. z oddalonego o blisko 35 km Marlborough
Downs przywieziono potężne bloki piaskowca, z których wzniesiono
najsłynniejszą część Stonehenge - krąg z nadprożami.
III. C. Doleryty są wielokrotnie przestawiane wewnątrz kręgu z piaskowca.
Ostatecznie ok. 2270-1930 roku p.n.e. utworzono z nich widoczną do dziś
podkowę.
III. D. Na zewnątrz konstrukcji z piaskowca wykopano dwa kręgi otworów w
ziemi, być może planowano dalsze prace budowlane. Nowe kręgi nigdy jednak
nie powstały.
Kultura pucharów dzwonowatych
Pierwsze groby wyposażone charakterystycznie dla kultury pucharów
dzwonowatych pojawiły się ok. 2800 roku p.n.e. na obszarze dzisiejszej
Hiszpanii. Potem, w ciągu zaledwie kilkuset lat, kultura ta objęła swym
zasięgiem niemal cały kontynent. Dotarła także do Polski. Jeszcze
kilkadziesiąt lat temu archeolodzy byli przekonani, że jej nagły rozwój był
związany z istnieniem ludu pasterzy, który osiedlał się na coraz to nowych
obszarach. Teoria ta nie znalazła jednak potwierdzenia, gdyż w miejscach,
gdzie archeolodzy znajdują charakterystyczną złocistobrązową ceramikę, nie
ma śladów nagłych zmian w budownictwie czy zakładania nowych cmentarzy. Po
prostu tuż obok pochówków kontynuujących dotychczasową tradycję darów
grobowych pojawiły się nowe, wyposażone w puchary oraz ekwipunek łuczniczy.
Archeolodzy tłumaczą to zjawisko różnicowaniem się ówczesnego społeczeństwa
pod względem zamożności. Właśnie w III tysiącleciu p.n.e. w jednolitych
dotąd pod względem zasobności plemionach wykształca się arystokracja chętnie
manifestująca swą odmienność. Według najnowszych koncepcji przyczyn tego
nagłego bogacenia się części neolitycznego społeczeństwa mogło być kilka.
Jedna z teorii zakłada, że charakterystyczne pochówki łuczników związane
były z kształtującą się właśnie w połowie III tysiąclecia p.n.e. kastą
wojowników, których zadaniem była ochrona przed wrogami pozostałych członków
plemienia. Według innej hipotezy losy neolitycznych społeczeństw zmieniły
nowe, nieznane wcześniej umiejętności: wytwarzania alkoholu, budowy dużych
łodzi, które umożliwiały dalekie podróże, oraz obrabiania grudek miedzi i
złota. Choć bowiem pierwsze przedmioty metalowe pojawiły się na naszym
kontynencie już ok. 4500 roku p.n.e., to dopiero kultura pucharów
dzwonowatych upowszechniła ich używanie.
zobacz także :
FOROWICZ, KRYSTYNA Od gnomu po komputer. "Rzeczpospolita"
06.03.1995
GAŁKA, PAWEŁ Astronomowie z
epoki kamiennej. "Wiedza i życie"
nr 02/1998
KĘCIEK, KRZYSZTOF Pogoń
za Atlantydą. "Focus" nr 7(70)
lipiec 2001
KOWALSKI, KRZYSZTOF, Stare po nowemu. "Rzeczpospolita"
14.12.2000
KUCZYŃSKI, MACIEJ Atlantyda
wyspa ognia. MAW, Warszawa, 1984
WRÓBLEWSKI, WOJCIECH Tajemnice
czwartego wymiaru. "Wiedza i życie" nr 12/1998
do góry 

Stonehenge - moja strona © 2000-2011 Krzysztof Kułacki |
|